Wpisy użytkownika ohCaroll oznaczone tagiem "podróż poślubna" (16) Wszystkie wpisy oznaczone tagiem "podróż poślubna" »

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
Skoro podróż poślubna zaczęła się 1 września, to do końca miesiąca wypadałoby opowiedzieć o niej do końca. Zwłaszcza dziś zrobię to chętnie, bo za oknem 1o stopni i deszcz, obudziłam się z bólem głowy, a od piątku do pracy....

Więc przenieśmy się do 6 września, kiedy w Polsce podobno było równie brzydko jak dziś. Za to na Krecie świeciło słońce..


W poniedziałek, dzień przed wyjazdem, wynajęliśmy sobie samochód i pojechaliśmy "nową drogą" na zachód wyspy. Naszym celem było miasto Chania. Trasa była niesamowita. Prowadziła cały czas wzdłuż wybrzeża. Po lewej stronie widzieliśmy góry, a po prawej morze. Czasami były łagodne piaszczyste plaże przy brzegach, a czasami tylko skały, które prowadziły stromo w dół.

a.jpg


e.jpg


Ta wycieczka podobała nam się najbardziej, bo mogliśmy wszystko oglądać w swoim tempie. Jak chcieliśmy zrobić zdjęcie, to po prostu się zatrzymaliśmy i je pstrykaliśmy. Nie trzeba było się oglądać ani na przewodnika ani na innych uczestników.

Zawsze jak będziemy na jakiejś wyspie, będziemy wynajmowali auto (w naszych marzeniach jest Majorka – mieszka tam moja koleżanka z dzieciństwa, Teneryfa – prawie tam pojechaliśmy na podróż poślubną  i Madera – miejsce, które szczególnie polecała moja szefowa, podobno fantastyczna, zielona wyspa, gdzie cały rok jest wiosna).

Po drodze zatrzymywaliśmy się w kilku miejscach:
- miejscowość Bali – przewodnik – Grek, który oprowadzał nas po Knossos bardzo polecał nam tamtejszą plażę. Rzeczywiście była bajeczna. Wykąpaliśmy się i ruszyliśmy dalej.

f.jpg


h.jpg


i.jpg


Tylko raz udało mi się znaleźć na Krecie owoce na drzewie
j.jpg


k.jpg

- Rethymnon – urocze miasteczko z fortem weneckim, latarnią morską

P9064721.jpg


- jedyne naturalne jezioro na Krecie, które wprawiło mnie w niemałe zdumienie. Zjechaliśmy trochę trasy w stronę gór. Mijaliśmy krajobrazy podobne do naszych Tatr – szczyty w chmurach, owieczki beczące na łąkach. Jednocześnie restauracje pośród palm. Szliśmy w stronę jeziorka przez gaj oliwkowy i w pewnym momencie wyłoniło się coś na wzór… naszego Morskiego Oka…. tyle że z plażą i rowerkami do wynajęcia!! Jakoś dziwne dla nas było, że można się tam kąpać :) Woda była bardzo kusząca, bo mogę ją porównać do zupy. Ale tylko pod względem temperatury, bo była przejrzysta i czyściutka!

P9064759.jpg


P9064761.jpg


P9064809.jpg


- i w końcu Chania. Drugie co do wielkości miasto na Krecie i drugi port lotniczy. Miasteczko przeurocze i z klimatem. Chyba najładniejsze z 5, w których byliśmy. Spędziliśmy tam trochę czasu chodząc po wąskich uliczkach, to dochodząc do portu i przystani. Mąż kupił mi tam naszyjnik z pięknym błękitnym kamieniem. Niestety spacer mógł trwać tylko niecałe 2 godziny, bo czekała nas droga powrotna – prawie 200 km. A samochodzik trzeba było oddać..

P9064815.jpg


l.jpg


P9064861.jpg


P9064867.jpg


P9064896.jpg


Nadszedł dzień wyjazdu. O 12 musieliśmy się wymeldować, ale lot był o 3 w nocy, więc mieliśmy jeszcze cały dzień. Po śniadaniu się spakowaliśmy i poszliśmy na spotkanie z rezydentem. Miał nam udzielić informacji o wyjeździe. Powiedział, że jest możliwość przedłużenia doby  hotelowej za 60 euro (my z tego nie skorzystaliśmy, bo recepcjonista – ten przystojniak – nie zabrał nam opasek all inclusive i mogliśmy przez cały dzień normalnie ze wszystkiego korzystać. Przecież i tak nie siedzielibyśmy w pokoju tylko na plaży! A jak się okazało, wieczorem dostaliśmy klucze do jednego z pokoi i mogliśmy tam wziąć prysznic i się przebrać. Także byliśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się oszczędzić).
No i gada coś rezydent, że jakąś tam informację dostaniemy jutro rano po śniadaniu. A my: jak to rano, przecież nas już tu nie będzie! On się popatrzył na nas jak na wariatów: przecież wylot jest jutro! – Jak to jutro?!?! Aż usiadłam z wrażenia. Wyciągnęłam z bagażu umowę z Triadą, a tam jest napisane, że wyjazd trwa od 1 do 8 września. Wiedzieliśmy, że wylot jest w nocy, dlatego mamy jakby przedłużony pobyt o jeden dzień, ale byliśmy pewni, że wracamy 8 września. No ale na bilecie było, że 9, tylko na bilet już nie spojrzeliśmy…

Totalnie zaskoczeni wróciliśmy do pokoju… rozpakowywać się!!! Cieszyć się zaczęliśmy dopiero po chwili, kiedy uwierzyliśmy w to, że jeszcze jeden dzień dłużej będziemy mogli wylegiwać się na słońcu! Wyobraźcie sobie jaki to był dla nas szok :D Oby zawsze szokujące wiadomości były wiadomościami tak dobrymi jak ta :)

Ostatnie dwa dni na Krecie upłynęły pod znakiem plażowania, kupowania pamiątek, spacerowania. Chłonęłam każdy promień słońca, bo wiedziałam, że będzie mi to musiało starczyć na długo. W końcu nadszedł czas ostatniej kolacji, ostatniego wyjścia nad morze. Wiatr znad niego wiał już chłodniejszy niż tydzień wcześniej. Musiałam założyć sweterek.

P9074978.jpg


Chociaż do Heraklionu na lotnisko nie było daleko, zmęczona zasnęłam w autobusie. Marzyłam tylko o tym, żeby zdać bagaże i wejść na pokład samolotu. Jeszcze przez myśl mi przeszło, że wszystko nam się udało, pobyt był wspaniały i nie mieliśmy żadnych wpadek i nieprzewidzianych sytuacji (za wyjątkiem darowanego nam jednego dnia więcej). Nie powiedziałam jednak tego dla A., bo trochę bałam się lotu i nie chciałam zapeszać. Pan rezydent przywitał nas na lotnisku, mówiąc, że samolot jest opóźniony, ale nie wie ile. Ludzie się zdenerwowali. Okazało się, że zamiast przed 3 w nocy, wylecimy przed 9. A była północ. Od rodzimego Lot-u dostaliśmy kanapkę i kawę. Ludzie się wściekali, dyskutowali,kłócili. Byli rodzice z małymi dziećmi, jedna pani miała psa. Wszyscy zdenerwowani i zmęczeni. My się specjalnie nie wściekaliśmy, bo w końcu nic to nie da, tak samo jak krzyczenie na rezydenta, który pilotem samolotu do Polski przecież nie jest. Przeszliśmy na strefę bezcłową, położyliśmy się (o ile to można nazwać położeniem) na metalowych, niewygodnych siedziskach, mając nadzieję, ze opóźnienie nie będzie większe. Ludzie lecący do Gdańska koczowali na lotnisku ponad 6 godzin, po czym dowiedzieli się, że wylecą za 24 godziny i są odesłani do hotelu. Nawet udało nam się zasnąć, mimo że było strasznie zimno. Dobrze, że mieliśmy ze sobą chociaż kurtki.

Do domu dotarliśmy koło południa. A. musiał odwołać spotkanie w pracy.
Mimo zmęczenia byliśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy przeżyć tak piękne chwile. W końcu wyspaliśmy się, doceniając po nocy na lotnisku, jak wygodne jest nasze łóżko!

Jeszcze Wam powiem, że bardzo mnie ucieszyło lądowanie. Bo kiedy samolot leciał coraz niżej nad Warszawą, udało mi się dojrzeć nasz blok!! Z góry jest bardzo charakterystyczny, bo trójkątny. Lecieliśmy dokładnie nad :) Kiedyś Wam chyba pisałam, że dokuczają nam samoloty, bo remontują część lotniska i teraz inaczej lądują. Teraz mi już nie przeszkadzają :)

KONIEC.

P9075130.jpg
  • awatar PtasiaŻona: Cudowne są te kolorowe, klimatyczne uliczki..może i ja tam kiedyś zawitam.. od razu cieplej mi się zrobiło :*
  • awatar Fashionatka: piekny opis, moim marzeniem jest odwiedzic jakis ciepły kraj...
  • awatar ironiczna.narzeczona: :) śliczne zdjęcia, szczególnie to z wazą i niebieskimi krzesłami :)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
Leżę zasmarkana, gorączka nie chce zejść :( Postanowiłam poprawić sobie trochę humor, oglądając zdjęcia z podróży poślubnej.....


*******************************************************************************************


W kolejny dzień pojechaliśmy do Knossos. Są tam ruiny pałacu sprzed 4 tyś lat. Według legendy tam był labirynt, w którym mieszkał Minotaur.

4.jpg


3.jpg


P9044355.jpg


P9044376.jpg



Następnie zabrano nas do winiarni. Jechało się przez piękne górzyste tereny, gdzie rosło mnóstwo winogron. Mieliśmy mieć degustację wina i mały poczęstunek (koleżanka była na takiej degustacji na Zakhyntos i podobno mąż ją musiał pomóc jej stamtąd wyjść :D ).
My dostaliśmy w kubeczku na dnie trochę wina, a jako poczęstunek kanapeczkę wielkości 3x3 cm. A ja byłam taka głodna!!!!!!!!!

2.jpg


5.jpg


6.jpg


Na szczęście zaraz wyruszyliśmy do stolicy wyspy – Heraklionu, gdzie wreszcie się najadłam! Spędziliśmy tam prawie 4 godziny na zwiedzaniu portu, muzeum i oczywiście kupowaniu pamiątek :)

10.jpg


8.jpg


9.jpg


11.jpg


7.jpg



Wróciliśmy do hotelu odpocząć, bo wieczorem mieliśmy jechać na Wieczór Grecki. Wzięliśmy ze sobą aparat. Bateria w nim padła po dwóch zdjęciach. I musieliśmy targać cały wieczór bezużyteczne cacko, bo do mojej torebusi oczywiście się nie zmieścił!
Wieczór był fajny. Pojechaliśmy do wioski w górach – nie wiem jak ten kierowca autobusu potrafi jeździć po takich wąskich drogach z ogromnymi zakrętami. I co chwila: w górę i w dół. Jeszcze chwila, a moja choroba lokomocyjna by się odezwała. Na szczęście szybko byliśmy na miejscu. Było mnóstwo wina, jedzenia, baran pieczony na ognisku. Wszędzie wokół pięły się winogrona, a owoce ogromne i dojrzałe, aż prosiły się, żeby je zjeść. Niestety, na wysokości 2 m od ziemi wszystkie były już pozrywane :)
Po chwili zaczęły się pokazy tańców. Na koniec oczywiście Zorba – mój ulubiony i chyba znany wszystkim taniec. Poznaliśmy tam kilkoro Polaków, wszyscy byli w wieku naszych rodziców. Sympatyczni i towarzyscy, szaleli przy greckich tańcach bardziej od nas! Wczoraj dostałam maila od pani, która zrobiła nam kilka zdjęć i przesłała je nam – kolejna pamiątka jest :)


Przez następny cały dzień wylegiwaliśmy się to na plaży to przy basenie.

13.jpg


Takie życie mi się podoba: mąż w samych slipkach chodzi po drinki, gorąco, słońce, muzyka.. Jak już nudziło nam się leżenie, braliśmy udział w konkursach organizowanych przez rewelacyjnych animatorów. Rzucaliśmy rzutkami, A. grał w piłkę wodną – ale były emocje :) Codziennie w południe był organizowany konkurs o drinka dnia. Każdego razu była to inna konkurencja. My akurat trafiliśmy na rzucanie dziesięcioma kartami do gry do kapelusza :D Było zabawnie, bo wiał wiatr i wszyscy wrzucali po max 2-3 karty. A. był ostatni o wrzucił 9 kart i wygrał dla mnie drinka :) Ale był zadowolony!!

P9074943.jpg



A tu oliwki: pychotka!

14.jpg


I świerszcz - cykada? Siedmiocentymetrowa paskuda. Siedziały ich setki w gajach oliwkowych i zakłócały ciszę w dzień :) Na szczęście w nocy spały! ;)

16.jpg
  • awatar mrsanticipation: Śliczne zdjęcia :) Ja jak mam chandrę też lubie poogladac sobie fotki z podróży, od razu człowiekowi lepiej :D Wracaj do zdrówka :*
  • awatar Fashionatka: świetne zdjecia i niezapomniane wspomnienia :)
  • awatar PtasiaŻona: I mnie poprawiłaś humor tymi opowieściami :)
Pokaż wszystkie (15) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
Pierwsze wyjście nad może było rewelacyjne. Włożyłam swój ulubiony czarny kostium kąpielowy, który u nas poszedłby już w zapomnienie. Kwiaty, palmy, opaleni i uśmiechnięci ludzie, białe wino w nieograniczonych ilościach, grecka muzyka – chłonęłam to wszystko jak gąbka. Wiedziałam, że muszę naładować akumulatory na kilka najbliższych miesięcy.

Mieliśmy leżeć całe 7 dni. Ale przeliczyłam nasze możliwości. Po dwóch dniach postanowiliśmy pojechać na wycieczkę. W piątek popłynęliśmy na rejs z pięknej miejscowości Agnios Nicolaos, zwanej greckim St. Tropez, na wyspę Spinalonga. Jest to niezamieszkała wyspa, na której ponad 400 lat temu Wenecjanie wybudowali fortecę. Na początku XX wieku na wyspie znajdowała się ostatnia w Europie kolonia trędowatych. W drodze powrotnej strasznie bujało. Mam chorobę morską i dziękowałam opatrzności, że nie zdecydowaliśmy się na kilkugodzinny rejs na Santorini (chociaż to piękne miejsce również MUSZĘ kiedyś zobaczyć). W połowie drogi zacumowaliśmy w malowniczej zatoczce, gdzie mogliśmy się wykąpać, a grecka załoga zrobiła grilla.
W drodze powrotnej mój mąż zgubił swoje okulary przeciwsłoneczne. W Agios Nicolaos chciał sobie kupić nowe. Obeszliśmy chyba z 15 straganów, a tak tylko Prada, Versace, Miu Miu. Wszystko w cenie 8 euro – istne szaleństwo :D Nie było dosłownie NIC bez znaczka. W końcu stanęło na RayBanach, bo kochanie strasznie się męczyło od słońca. Nawet nieźle wyglądają :D

..............................................

Każda osoba raz na swój pobyt mogła pójść za darmo na kolację do restauracji, gdzie normalnie było płatne i opcja all inclusive tego nie obejmowała. Wybraliśmy się tam w sobotni wieczór, żeby uczcić nasz dwutygodniowy staż małżeński ;) Założyłam moją sukienkę z poprawin i sandałki na szpilce. Niestety nie mam stamtąd żadnego zdjęcia. A może dobrze? Wspomnienia pozostaną tylko w naszej pamięci :)
Było bardzo bardzo miło. Kelnerzy latali wokół nas tak, że naprawdę czuliśmy się jak vip-y. Wtedy pierwszy raz spróbowałam rycynowego wina - fantastyczne! Tak mi posmakowało, że kupiliśmy sobie 4 butelki do Polski, a teraz żałuję, ze tylko tyle :)
Menu było rewelacyjne: między innymi pieczona kaczka w miodzie, krem z pomidorów i krewetki, które wyjątkowo mi smakowały. Po kolacji długi  spacer nad morzem...

Jeśli mogłabym się cofnąć w czasie do któregoś z momentów naszej podróży poślubnej, byłaby to właśnie ta kolacja...


Agios Nicolaos

1.jpg


Kreta widziana ze statku

2.jpg


3.jpg


4.jpg



Wyspa Spinalonga (pierwsze zdjęcie z Wikipedii)

800px-Spinalonga-panor.jpg


5.jpg


6.jpg


7.jpg


8.jpg


Wpływamy do przepięknej zatoczki

10.jpg


9.jpg


Widok na Agios Nicolaos

11.jpg


13.jpg


Jeziorko bez dna, w którym podobno kąpała się Afrodyta :)

12.jpg



15.jpg


16.jpg


:)

14.jpg


Pani z wędką :)

18.jpg


17.jpg


Na koniec widok z naszego pokoju w tamtą sobotę..

19.jpg
  • awatar życie to jedna wielka inspiracja: jak romantycznie! uwielbaim te Twoje opowieści :)a Twoich zdjęć to mi ciągle mało! mało! :) A co do podrób to jest ich wszędzie pełna - w Turcji nie tylko okulary ale i torebek i ciuchów nie można kupić bez 'orginalnego logo'
  • awatar thinthin: ...i mamy w to uwierzyc, ze po kolacji tylko dlugi spacer nad morzem....taaa jasne ;)
  • awatar limonkaa: nie zdjęcia rewelacyjne.... az sie rozmarzyłam o tym morzu spacerach...
Pokaż wszystkie (21) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
Bardzo potrzebowaliśmy takiego odpoczynku i oderwania się od rzeczywistości. Było to też miłe zakończenie jednego z najintensywniejszych miesięcy w naszym życiu. Pierwszy raz jechaliśmy na taką zorganizowaną wycieczkę. Nie chcieliśmy niczym się martwić, tylko przez tydzień leżeć na plaży tyłkami do góry i odpoczywać..


Budzik zadzwonił o 3.00. Może to dziwne, ale nie miało znaczenia czy była 3 czy 6. Nienawidzę wstawać rano. Jednak w środę (ironicznie – bo 1 września), było inaczej. Podekscytowanie podróżą sprawiło, że nie chciało mi się spać i z energią pobiegłam do łazienki. Pogoda była okrutna – zimno i deszcz, co jeszcze bardziej poprawiło nam humor ;)
Na lotnisku wokół nas inni ludzie: turyści, biznesmeni, rodziny, samotni. Każdy ze swoją historią, bagażem doświadczeń i dosłownie bagażem w dłoni. Jedni spali na zimnych krzesełkach, inni biegli nie wiadomo dokąd. Ktoś szukał kawiarni, a inny końca kolejki do odprawy, która zawijała się trzykrotnie i kończyła za kioskiem.
Zdanie bagaży, przejście do strefy bezcłowej, boarding. Mój ulubiony moment, kiedy samolot się rozpędza i już prawie odrywa od ziemi. Sympatyczny pan pilot poinformował nas nad jakimi większymi miastami będziemy przelatywać, ile potrwa podróż i najważniejsza wiadomość – w Heraklionie jest 31 stopni.


Gorąco i jaskrawe słońce uderzyło nas w twarze. Mąż zdjął bluzę, a ja jeszcze zostałam w sweterku. Chciałam się zgrzać, nacieszyć ciepłem, które tak kocham. Zapomnieć i tym, że idzie jesień, a za nią szara zima. Transfer do hotelu, zakwaterowanie – wszystko poszło sprawnie. Recepcjonista okazał się pół-Polakiem. Jakie to miłe słyszeć nasz język z ust osoby, która w rodzinnym kraju matki bywa jedynie jako turysta. Muszę jeszcze dodać, że był nieziemsko przystojny – tacy mężczyźni nie powinni pracować w takich miejscach ;)

Hotel bardzo nam się spodobał. Piękny pokój z częściowym widokiem na morze. Szampan i kosz owoców na przywitanie nowożeńców. Ale rzeczywiście zagraniczne 5 gwiazdek to nie nasze. I choć było widać, że hotel i pokoje się dużo ładniejsze niż sąsiedni kompleks trzygwiazdkowy, to jednak osoby oczekujące porządnie wysprzątanego pokoju i codziennie zmienianych ręczników, mogą być zawiedzione.

Poza tym osoba odwiedzająca Grecję powinna pamiętać, że tam żyje się wolniej. Ich motto to „siga siga” czyli „powoli powoli”. Wszystko będzie załatwione, ale … w swoim czasie..



Pierwsze wyjście nad morze

k1.jpg


P9024029.jpg


P9024094.jpg


Kompleks hotelowy był przepiękny

P9024099.jpg


Bar przy samym basenie..

P9013917.jpg


Jeszcze blade stópki  :)

P9013891.jpg


Gaj oliwkowy mijaliśmy za każdym razem idąc do pokoju

P9023944.jpg


Wszechobecne koty

P9023928.jpg


Dla rodzinki

P9024034.jpg


W drodze na pocztę..

P9024044.jpg


P9024042.jpg


Nie wszędzie jest pięknie..

P9024040.jpg


P9024052.jpg


Urocza kapliczka

P9024025.jpg


:)

P9024074.jpg


P9024083.jpg
  • awatar thinthin: przecudnie....oczywiscie zazdroszcze ;) maz mnie namawia na wylot na sardynie pod koniec wrzesnia, ale ja jakos tego nie widze, po pierwsze kasa, a po drugie chyba gorsze - urlop, boje sie o niego nawet prosic, bo dopiero jutro wracam po 6 tygodniach do pracy....
  • awatar Spełnione Marzenie: OH Carol! BOSKO! Słów brakuje! Prześliczne widoki! Dużo bym oddała za taką za graniczną wycieczkę... Zwiedzaliście coś?
  • awatar ohCaroll: @thinthin: no tak, jak miałaś problemy z szefową, to może teraz lepiej nie brać urlopu. pojedźcie gdzieś w lutym - jak u nas będą mega mrozy :)
Pokaż wszystkie (27) ›
 

slubne
 
Odespałam w końcu tę noc na lotnisku! Jak cudownie znaleźć się we własnym łóżku. Nadal boli mnie łopatka - takie mieli niewygodne, metalowe krzesełka!
Różnicę temperatur jakoś przeżyłam, myślałam, że będzie gorzej. Może dlatego, że jeszcze nigdzie nie wychodziłam. Jutro wesele J. i B., więc powrót do rzeczywistości nie jest taki okrutny :)
Dzisiaj muszę kupić im kartkę oraz książkę, bo zamiast kwiatów poprosili o książki albo płyty. Idę na pedicure (uwielbiam!) i do fryzjera. Muszę też jeszcze wymyślić torebkę do mojej kreacji i krawat dla ... męża (mmm jak to miło brzmi :) ).

Obiecana odrobina słońca :)
Miłego dnia :* :*


P9075097.JPG
  • awatar Fashionatka: a ja już myśliałam że zaserwujesz nam dużą porcje cudnych zdjeć :) fakt fajna jest świadomośc, że ukochana osoba to już nie narzeczony tylko mąż, że łączy Was teraz o wiele wiecej :)
  • awatar Spełnione Marzenie: brzmi cudownie :)
  • awatar PtasiaŻona: Pięknie.. rozmarzyłam się :)
Pokaż wszystkie (15) ›