Wpisy użytkownika ohCaroll oznaczone tagiem "nasz ślub" (63) Wszystkie wpisy oznaczone tagiem "nasz ślub" »

slubne
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

slubne
 
<część 19 - jeszcze przed poprawinami :) >

(.....) Przed siódmą rano wróciliśmy do pokoju. W końcu mogliśmy pobyć sami :)
Zdjęłam buty z obolałych stóp, Adam pozbył się krawata i marynarki. Bukiet wstawiłam do wazonu.

Nad jeziorem wschodziło słońce, a fale obijały się o brzeg. Wyszliśmy na taras, żeby jeszcze przez chwilę móc delektować się tą niepowtarzalną chwilą.

Jak zamknę oczy to przypomina mi się zapach tamtej chwili, a na skórze czuję delikatny wiatr znad jeziora. Mimo ciepłej nocy, czuć było chłód poranka.. Ale przecież to już koniec sierpnia..

Zamknęliśmy drzwi na taras, ale na chwilę się odwróciłam, żeby raz jeszcze zobaczyć niebo pomalowane na pomarańczowo. Na szybę spadło kilka kropel deszczu.
To było jak błogosławieństwo, jak dobre życzenie na wspólne życie.
Łzy szczęścia stanęły mi w oczach..
  • awatar maarudaa: pięknie :) Pytanie czysto techniczne: Ty prowadziłaś samochód? ;>
  • awatar Mańka-89: uuuuuuuuuuwieeeeeelbiaaaaam!
  • awatar katyn: Carol pierwsze zdjęcia sa tak magiczne ,że aż łezka w oku się kręci co mieliście w tych rożkach?
Pokaż wszystkie (16) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
(...) Obudziliśmy się przed 10. Słońce mocno świeciło, a fale obijały się o brzeg. W tamtej chwili zamarzyłam o własnym domu nad jeziorem. Kto wie? Może kiedyś moje marzenie się spełni?

P8223479.JPG


Słychać było brzęk sztućców i naczyń – obsługa szykowała stoły do poprawin.

Mój mąż, od niecałego jeszcze jednego dnia, powiedział, że ma dla mnie pierwszy małżeński prezent (paskudnik jeden! A  ja nic nie miałam!). Kazał otworzyć torbę. Zobaczyłam pudełko Menburowie i już wiedziałam co tam jest: piękne czerwone sandałki na szpilce, o których tak marzyłam!!
Wstałam, żeby je przymierzyć,  ale jak zobaczyłam moje stopy, to siadłam z powrotem na łóżko. Miałam zdartą skórę na obu stopach i ogromnego bąbla na palcu.
Chwyciłam za telefon: mamoooo! Ratuuuj! :D

Rodzice przyjechali już wystrojeni z wielką reklamówką z apteki :D Mama, mimo moich krzyków, przebiła bąbla. Tak naprawdę to nawet nie bolało – chciałam, żeby mnie trochę pożałowali :p Okleiła mi stopy plastrami, a ja ku ich przerażeniu ubrałam najwyższe szpilki, jakie miałam (te moje ulubione, beżowe). Jak tak ścisnęłam nimi stopy, to nie czułam bólu. Wzbudziłam podziw, kiedy po kilku godzinach zdjęłam buty i goście zobaczyli w jakim stanie były moje stopy ;)

Ogólnie całe poprawiny zachowały mi się w pamięci jak piknik. Początkowo siedzieliśmy na sali, ale później goście poprzenosili się na zewnątrz. My chodziliśmy od stolika do stolika rozmawiając ze wszystkimi, na co nie było czasu na weselu. Pogoda była lepsza niż w dzień ślubu, bo nie wiało i zrobiło się gorąco.

P8223420.JPG


Miałam wrażenie, że po tych wszystkich stresach i  przygotowaniach jest taka atmosfera luzu, sielanki. Pływały kaczki i łabędzie. Goście spoza Mazur byli zachwyceni jeziorem – rzeczywiście tego dnia woda iskrzyła się niesamowicie od słońca. Poszliśmy za przykładem części znajomych i wykąpaliśmy się. Wzbudziło to oczywiście sensację, że para młoda weszła do jeziora :p

P8223478.JPG


Zostało sporo jedzenia, ciast i alkoholi. Zamówiliśmy dwie beczki piwa, które cieszyło się dużym zainteresowaniem.

P8223441.JPG


P8223442.JPG


Poprawiny trwały do 20.  Część gości została na kilka dni na Mazurach, część rozjechała się do domów. Niektórzy mieli to przejechania prawie całą Polskę. Było mi bardzo miło, ze zechcieli do nas przyjechać. Kiedy pakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy uświadomiłam sobie, że już nigdy, przenigdy nie spotkamy się drugi raz dokładnie w tym samym składzie, z tymi samymi ludźmi w tym samym dniu…

Wieczorem, kiedy przepakowywaliśmy prawie 50 win, które dostaliśmy zamiast kwiatów z samochodu, który nas wiózł do ślubu, lunął deszcz. Niedziela to był chyba ostatni dzień pięknej pogody tego lata.. Nawet jak mieliśmy sesję zdjęciową w środę, to pogoda nie dopisała, bo przecież spadł deszcz, a raczej ulewa!
Zastanawiałam się, czy pisać Wam o przebojach z naszą panią fotografką. Ale chyba napiszę tylko ogólnie, że mieliśmy problemy, bo widzę, że nie jesteśmy jedyni:
- miesiąc przed weselem okazało się, że zdjęcia będzie robiła nam inna dziewczyna, bo fotografka urodziła (ale tamta robiła też ładne zdjęcia, wiec się zgodziliśmy)
- dwa razy spóźniła się o pół godziny - jedna na fryzjera, druga na plener
- nie mogliśmy się z nią dogadać, kiedy przyjedzie na plener - kazała załatwiać nam niańkę do dziecka. powiedziałam, że nie ma problemu, jeśli nie doliczy za dojazd - już niańka nie była potrzebna, bo wzięła siostrę :D
- czekaliśmy na zdjęcia 3 miesiące i słyszeliśmy głupie tłumaczenia, że ma remont i nie ma czasu albo, że skasowały się jej obrobione zdjęcia z dysku

Zaznaczam jeszcze, że zapłaciliśmy jej dopiero po tych 3 miesiącach. Ale co z tego jeśli nawet byśmy nie dostali zdjęć i jej nie zapłacili - plener dałoby się powtórzyć, ślubu już nie..
Dlatego starałam się mimo wszystko z nią jakoś dogadać.
Piszę  to tylko dlatego, żebyście zdawały sobie sprawę, że takie problemy są normalne. Niestety. Wydawałoby się, że to profesjonaliści. Obiecują, że zrobią wszystko tak jak chcesz, ale tak pięknie jest tylko przy podpisywaniu umowy.. Podobnie przecież było z orkiestrą..

Ale żeby zakończyć pozytywnie: 1 września polecieliśmy na honey week – w Polsce wówczas było zimno i padało. Kreta przywitała nas słońcem i gorącym powietrzem. Ale o tym wszystkim już wiecie, bo pisałam Wam na świeżo.

P9064665.jpg


Ogólnie cały ten czas – przygotowania na dwa  tygodnie, czy tydzień przed, ślub, poprawiny i czas po wspominam jako jeden z najpiękniejszych okresów mojego życia. Teraz wydaje mi się, że to była jakaś magia. Mieliśmy dużo czasu dla siebie, bo nie pracowałam wtedy, a Adam pracował zdalnie. W tym roku nie mielibyśmy tyle luzu i tyle wolnego, dlatego cieszę się, że ślub był w tamtym roku.

Niektórzy pytali, czy coś bym zmieniła w weselu, gdybym mogła cofnąć czas. Tak naprawdę to chyba nie, bo bałabym się, że zmieniając jakiś szczegół, reszta nie potoczyłaby się dokładnie tak, jak było.

Były i stresy i gorsze chwile, ale w ogólnym rozrachunku nie ma to większego znaczenia. Przecież najważniejsza jest miłość i bycie razem. Po roku wiem, że małżeństwo nie ogranicza, nie zamyka drogi do zabawy, przyjemności, ulubionych zajęć. Przynajmniej w naszym przypadku nic nie zmieniło się na gorsze – wydaje mi się, że każdego dnia kocham Go bardziej, chociaż nie wiem, czy to jest możliwe. Choć ideałem by było zawsze zostać młodą ;) to chciałabym się z Nim zestarzeć. Być przy nim przez całe życie, nigdy nie zwątpić w miłość. To moja pierwsza prawdziwa miłość – chciałabym aby pierwsza pozostała ostatnią i jedyną.
Życzę każdemu, aby miał takie piękne wspomnienia.

Dziewczyny – teraz Wasza kolej na opowieść! Kukus, PrzyszłaPaniP – na Wasze opowieści czekam najmocniej, bo zdaję sobie sprawę, że mogłam być świadkiem tych wydarzeń..

Make a dream come true, Sparkling water, RudaGrazyna, Szataniołek, Megan2,Clavel, Drömmeri, Purple88, Mishon, Spełnione Marzenie, Pośrodmyśli i reszta tego- (i przyszło-) rocznych panien młodych - nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak będziecie wyglądały w tym dniu :)

Ściskam Was wszystkie!!
Wasza Karola :*
  • awatar Mańka-89: kolejna cudna opowieść :) aż się wzruszyłam, że to już koniec? mam nadzieję, że jeszcze coś nam naskrobiesz :P
  • awatar kukus: znów się wzruszyłam, tak pięknie piszesz... mi "poprawiny" wydawały się obowiązkiem tego że goście zostają na noc, więc później śniadanie i małe poprawiny, ale widzę, że warto i że cudownie się wspomina gdy już emocje opadną na spokojnie poobcować z tym miejscem i z gośćmi. mieliście bajeczne miejsce, jezioro .... wesele o jakim ja zawsze marzyłam :)
  • awatar Szataniolek: Nasza i kochana i mój Boże co my zrobimy bez Twoich opisów tego dnia :)
Pokaż wszystkie (12) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
(...) Po oczepinach pracę skończył  kamerzysta i fotografka. Wszystko, co działo się później, to już tylko moje wspomnienia..

To, co zapamiętałam z tych kilku godzin do rana:

1.Moje dziewczyny zebrały się na środku sali, wzięły mikrofon od orkiestry i wywołały mnie na środek. Wariatki kochane zaśpiewały mi a capella szantowe Hiszpańskie dziewczyny – piosenkę, którą wszystkie uwielbiamy, bo kojarzy się  nam ze wspólnymi beztroskimi wakacjami. Poryczałyśmy się wszystkie i wyściskałyśmy :)



2.Koło 2 postanowiliśmy podziękować naszym kochanym świadkom. Nie mieliśmy przygotowanej formy tych podziękowań, jedynie prezenty: dla niej bransoletkę z fioletowych koralików z charmsem z kształcie żaglówki (w nawiązaniu do panieńskiego ;) ), dla niego spinki do mankietów plus każdemu po fajnej karykaturce naszkicowanej przez znajomą rysowniczkę. Wzięliśmy ich na środek, ja (uwaga!) przechwyciłam mikrofon i zaczęłam mowę ;) niedługą, ale chyba wyszła mi nieźle, choć już naprawdę nie pamiętam, co mówiłam. Dostaliśmy wszyscy brawa, a świadkom wręczyliśmy prezenty. On był zachwycony karykaturą, na której palce jednej ręki miał ułożone w L (fani Legii wiedzą o co chodzi), a na szyi szalik kibica. Biegał po sali i każdemu chwalił się prezentem. Jej bardzo się podobała bransoletka, bo uwielbia charmsy. Była bardzo zaskoczona karykaturą, bo nie spodziewała się, że ktoś nieznajomy tak uchwycił podobieństwo patrząc tylko na zdjęcia.
Nie ma u nas zwyczaju podziękowań dla świadków, ale myślę, że to miły gest. Zwłaszcza, że bardzo nam pomogli, zwłaszcza Ona. Nie wyobrażam sobie lepszej świadkowej. Koleżanki teściowej nawet chwaliły: że tak elegancko ubrana, grzeczna i pomocna :D

3.Było jeszcze sporo tańców, bo ludzie nie schodzili z parkietu. Cudnie było móc wyjść na zewnątrz – nad jezioro, żeby się trochę ochłodzić. Noc była rześka – w końcu to już końcówka sierpnia – ale nadal było czuć zapach lata.
Utkwił mi w pamięci jeden taniec. Myślę, że nie zapomnę tej chwili do końca życia. Orkiestra zagrała Show me Haven. Świeżo upieczony mąż poprosił mnie do tańca. Powiedział, że  tym razem nikomu nie pozwoli na odbijany :) Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Byłam zmęczona, ale bardzo szczęśliwa. W pewnym momencie powiedział, żebym otworzyła oczy i się rozejrzała. Wokół nas zebrali się nasi goście: rodzice, najbliższa rodzina, przyjaciele, znajomi – wszyscy, którzy zostali z nami do końca. Otoczyli nas w kółeczku i tańczyli za ręce wokół nas tak, że po kolei widziałam wszystkie uśmiechnięte i życzliwe twarze. Adam zapytał, dlaczego płaczę. Ze szczęścia? Też. Bo chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie..



4.Koło 5 goście zaczęli pomału się zbierać. O 6 została tylko część mojej rodzinki – ludzie bardzo imprezowi, którzy chcieli się jeszcze bawić, mimo, że orkiestra zaczęła się pakować, a my ledwie staliśmy ze zmęczenia :D Tata jakoś ich namówił, żeby wsiedli do ostatniego busa, bo później  nie będą mieli jak dojechać. Pożegnaliśmy się z rodzicami i pozbieraliśmy rzeczy. Zanieśliśmy trochę alkoholi dla obsługi – byliśmy z nich bardzo zadowoleni, a oni (w większości młodzi ludzie) widać byli bardzo zaskoczeni, że w ogóle zeszliśmy, żeby podziękować.

Tak też zakończył się ten wyjątkowy dla nas dzień, który zapamiętamy do końca życia…

IMG_1948.JPG


Opowieść jednak nie kończy się z dwóch powodów:

1.Nasze wspólne życie jako mąż i żona dopiero się zaczęło i życie pisze naszą opowieść każdego kolejnego dnia, który spędzamy ze sobą.. Oby było ich jak najwięcej..

2.Muszę Wam jeszcze opowiedzieć o poprawinach. A ostatni wpis o ślubie będzie dokładnie w rocznicę :)
  • awatar PtasiaŻona: Mało mi!!! :*
  • awatar Mańka-89: nie dam rady bez Twoich opowieści :( aż się sama wzruszam jak czytam Twoje wspomienia :*
  • awatar ANIA G.: cudowne wspomnienia !!! wszystko miałaś tak ślicznie zgrane :):):) jej to już niedługo Wasza 1 rocznica :) jak ten czas leci :)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
(...) Tak jak już pisałam -  zdecydowaliśmy się na kilka zabaw, bo na naszym weselu było dużo młodych. I jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, bo było więcej chętnych niż zabaw.
Dokładnie obgadałam z orkiestrą, co ma być, a  czego sobie nie życzę. Dwie zabawy dodali od siebie (jak to oni - chyba nic nie mogło być w całości po mojemu :p )

1. Pierwsza z nich to było 5 ustawionych krzesełek – 6 dziewczyn. Kończy się muzyka – mają siąść na krzesło. Ta która nie usiadła – odpada. Na pewno to znacie. Jak zostały 4 dziewczyny poziom trudności się zwiększył – oprócz zdobycia krzesełka trzeba było przynieść:
- łyżeczkę od herbaty
- lewy męski but (jedna z dziewczyn podbiegła do Adama, ale on nie miał  żadnego buta :D (patrz - pkt.2)
- pasek od spodni.

Wygrała świadkowa. Ktoś skomentował, że wiedziała, bo trzeba przynieść. Ja nawet tego nie wiedziałam!

Z chłopakami było weselej, bo zgłosiło się 7 a nie 5 i trzeba było dostawić krzesełka :) Kiedy zostało 4 chłopaków, zadania były takie:
- damska torebka. Kolega tak szybko chwycił torebkę, która była otwarta, że wysypał wszystkie rzeczy :D
- kolejna rzecz to: coś zielonego (chłopaki chwycili sprite ze stołu).. .z podwórka – pobiegli na zewnątrz po trawę :)
- i ostatnie: buziak od… (każdy z nich podbiegł do swojej dziewczyny).. panny młodej. Chłopak świadkowej miał szczęście, bo stałyśmy koło siebie i wygrał.

2. Nawet nie wiedziałam, że jest takie zwyczaj, że zabiera się parze młodej buty i później wykupuje. To oczywiście nie było zaplanowane przez orkiestrę. Mi na szczęście darowano ściąganie buta, kiedy pokazałam moje plastry na nogach. Za to Adamowi zabrali 2 :D

3. Kolejna zabawa to balony. Orkiestra przygotowała balony z karteczkami w środku. Mieliśmy je przebijać i dowiadywać się, kto co będzie robił w domu, np.
- ja rządzę w domu
- będę wracać do domu nad ranem
- zakupy robię ja
- będę słuchać mądrych rad teściowej

I dwie niezaplanowane przez nas zabawy:

4. Lst od kolegów ze słonecznej Italii - tekst był mniej - więcej taki: humor.nf.pl/(…)List-do-Pana-Mlodego-od-kolegow-z-Wl…
jeden facet czytał, drugi "tłumaczył".
Goście się śmiali, ale wg mnie było to takie sobie.

5. I ostatnia zabawa - uwodzenie: 5 par stanęło naprzeciwko siebie. Najpierw dziewczyny, a potem chłopcy mieli uwieść swoją drugą połówkę. W zabawie brali udział tylko chętni, więc było bardzo wesoło :) Jedna para tak się wczuła, że koledze pękły spodnie w kroku ;) Nikt nie wiedział, dlaczego nagle uciekł do toalety. Narzeczona później mu szyła spodnie ;)

6. I tradycyjne zbieranie na wózek. Podobało mi się, dlatego że zatańczyłam z kilkoma osobami, które chyba wcześniej nie miały odwagi podejść. Bo po tej zabawie tańczyłam z nimi znowu.

Nagrodą była oczywiście flaszka, a nagrodą pocieszenie na wzięcie udziału w zabawie - pudełeczko z cukierkami.
Takie jak z migdałami na podziękowanie, tylko nie z czerwoną, a pomarańczową kokardką
IMG_1821.JPG



Ogólnie było wesoło. Nie przepadam za takimi zabawami, ale fajnie, że były, bo teraz można się pośmiać oglądając film. Często znajomi w rozmowach nawiązują do tych zabaw, więc chyba się podobało.
A w końcu wesele to przecież też dla gości :)
  • awatar muffcia: fajne zabawy ;)
  • awatar size36: Pewnie,że zabawy sie wspomina :)Ostatnio znajomi byli na weslu bez zadnych zabaw ipowiedzieli,ze generalnie troche sztywna ceremonia z tego wyszła
  • awatar Szataniolek: Dokładnie tak, wesele jest dla gości, dlatego i u mnie będzie kilka zabaw. Ten tekst niby po włosku jest faktycznie mało zabawny, a co najważniejsze bardzo stary i już chyba praktycznie każdy to widział.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

slubne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

slubne
 
(...) Do północy zostało jeszcze trochę czasu, więc zaczęliśmy się bawić.

Tańce przerwał świadek, który wziął od orkiestry mikrofon i podziękował nam za dobrą zabawę, że wybraliśmy jego i złożył nam jeszcze raz życzenia. Doceniliśmy to, że odważył się wystąpić przez salą pełną gości, bo raczej jest nieśmiałą osobą :)

Później na życzenie naszych rodzin, orkiestra opuściła swoje stanowisko. Faceci wzięli harmonię, gitarę akustyczną, solistka tamburynko i chodzili po stołach, zabawiając wszystkich przyśpiewkami. Ja nie przepadam za taką muzyką, ale wszyscy tak dobrze się bawili. Nie mogłabym im tego odmówić ;)

Oczywiście państwu młodym zaśpiewano, nie wiem który już raz i sto lat i gorzko.

A o 12, tradycyjnie, nastąpiły oczepiny. Nie było mi smutno żegnać się  z welonem, bo miałam jeszcze we włosach kwiatki :)

Żona z mężem zostali usadzeni na środku sali na krzesełkach. Dziewczyny zebrały się w kółeczku, złapały się za ręce i zaczęły w rytm muzyki chodzić wokół nas. Adam zakrył mi oczy i nie pozwolił mi spojrzeć nawet jak usłyszałam hałas. Okazało się, że moja kumpela się przewróciła na swoich butach na obcasie :p na szczęście nic się nie stało.

Welon złapały dwie dziewczyny: moja koleżanka, która już kiedyś była zaręczona. Straciła dziecko w ósmym miesiącu ciąży i po tym (na szczęście!) rozstała się z facetem. Chciałaby wyjść za mąż, ale nie spotkała jeszcze odpowiedniego faceta. Druga to starsza ode mnie o 3 lata dziewczyna mojego brata ciotecznego. I ona by chciała wyjść za mąż, ale brat, choć długo są razem, bardzo chyba nie spieszy do żeniaczki :p
w końcu pierwsza puściła welon, chociaż chyba obie miały na niego ochotę..

Później kolej na Adama. Krawat złapał jego przyjaciel, który jak zobaczył dziewczynę z welonem uśmiechnięty powiedział: oooo :D

Zatańczyli razem i wtedy mogliśmy przystąpić do drugiej części: konkursów.

Konkursów to w ogóle miało nie być. Nie miałam ochoty na idiotyczne zabawy w stylu: łapiemy się za tyłki, przekładamy jajko przez nogawkę, albo panie skaczą po pompce, żeby jak najszybciej napompować balon – wiecie o co mi chodzi. W końcu zdecydowaliśmy się na kilka zabaw, bo na naszym weselu było dużo młodych. I jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, bo było więcej chętnych niż zabaw :)

cdn..

***********************************************
Za miesiąc rocznica..
Chyba nigdy jeszcze czas nie leciał tak szybko.
Tak mi się przypomniało - slubne.pinger.pl/m/3487391/juz-tylko-miesiac-do-slubu
Ależ to był niesamowity czas. Stres, szczęście, podekscytowanie w jednym :D
  • awatar limonkaa: czas nieubłagalnie szybko mija..
  • awatar RudaGrazyna: Tak, czas upływa zdecydowanie za szybko... A jeśli chodzi o zabawy. Chciałabym jak najszybciej dowiedzieć się, co wybraliście!:) Sama najchętniej nie robiłam tego cyrku, ale rodzina i Narzeczony chcą oczepiny. Ok...ale z klasą.
  • awatar ohCaroll: @RudaGrazyna: opisze je w przyszłym tygodniu. Muszę tylko obejrzec kasetę, bo dokładnie nie pamiętam wszystkiego :)
Pokaż wszystkie (19) ›